-Dziewczęta jesteście moimi ulubienicami - powiedziała słodko , chociaż wszystkie dobrze wiedziałyśmy, że kłamie.-Dlatego zmienię wam zajęcia, więc tak Camila ty będziesz pod moimi prośbami (będzie jej służącą) , a Francesca będzie pracować w ogrodzie z Mirtą. Zatrudnię kogoś do opieki nad Meg, to wszystko.
-A ja-odezwałam się - bo mi pani Verdas, nic nie przydzieliła.
-Ha! Wiedziałam , że o kimś zapomniałam! - powiedziała i rzuciła mi tajemnicze spojrzenie - będziesz pod prośbami mojego syna ( będę jego służącą ).
-Syna? - spytałam, myślałam, że się przesłyszałam nie wiedziałam, że państwo Verdas mają syna.
-Rozumiem twoje zdziwienie, nigdy ci o nim nie wspominałam , ale w Chicago jest od 4 roku życia.- zaczęła opowiadać.- Ma 16 lat, ty chyba też.
-Owszem, a kiedy przyjeżdża ?- spytałam ponownie.
-Yy dzisiaj po południu. Przygotuj mu pokój nr 20 na 3 piętrze.
weszłam do kuchni, a z kuchni do przedsionka dla służby.
-Co masz?! Co masz?!- krzyknęły naraz Fran i Cami.
-Yy, chyba najgorsze z nas wszystkich.
-Jakie?!- dopytywały się.
-Mam usługiwać... jej synowi, a teraz musze iść przygotować mu pokój.
-Pomóc ci?- spytała Cami.
-Jak chcesz.- powiedziałam chłodno.
-Camila! Camilko.- rozległ się głos Alisii.
-Może kiedy indziej.- powiedziała smutna Camila.
Weszłam po schodach.
Kiedy przygotowałam pokój i zeszłam żeby powiedzieć, że już wszystko gotowe, zobaczyłam chłopaka w moim wieku. Był bardzo przystojny, kasztanowe włosy z krótką grzywką zaczesaną do góry, praktycznie złotą karnacją i ładnymi brwiami, a regularne rysy podkreślały urok czarnych oczu.-Pani Verdas- zwróciłam się do jego matki.- już wszystko gotowe.
-Doskonale. O Leónie to twoja osobista służąca.
-Świetnie, a jak masz na imię?- spytał, a jego głos był taki spokojny i ciepły.
-Jestem Violetta.- powiedziałam nieśmiało.
-Violetta? Piękne imię.- odpowiedział patrząc mi prosto w oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz