poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 9 Jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu .. / Co ty tu robisz ?

  Rozmawiali o mnie?- myślałam
Spojrzałam przez okno nadal padało, Megan była u koleżanki, więc do końca dnia miałam wolne. Poszłam do pokoju, gdzie siedziały Cami i Fran, położyłam się na łóżku i zaczęłam się śmiać ( dostałam głupawki ).
-A co tobie się stało?- spytała się Fran.
-To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. 
-A co się takiego wydarzyło?- spytała Cami.
-Yyy ... León ...
-No co ?! No co?!- dopytywały się.
-Pocałował mnie.
-Dawaj szczegóły!- krzyknęły obie.
-Była w ogrodzie i nagle zaczął padać deszcz, a kiedy się odwróciłam on już tam był i bum.
-A czy nie zabronił ci tego pan Verdas?
-Pana Verdas'a już nie ma wyjechał godzinę po zdarzeniu z tym - powiedziałam wskazując na czoło - a pani Verdas, powiedziała że lubi mnie bardziej niż Ludmiłę.
-Zawsze masz tych najładniejszych!
- Ale tak właściwie to nic nie wiadomo , bo czy chciał by być ze mną ? Jestem taka przeciętna ...
- Viola co ty mówisz ?!! Nie jesteś przeciętna , masz na prawdę urodę nie z tej bajki i jeśli się zakochac to tylko w tobie - powiedziała Francesca i mnie przytuliła
-My idziemy na zakupy, idziesz z nami?
-Nie.- powiedziałam
Kiedy wyszły położyłam się na łóżku i wtedy rozległo się pukanie.
-Pewnie czegoś zapomniały.- pomyślałam.
Ale nie, w drzwiach stał León.
-Koledzy nie zostali na kolacje?
-Przyjdą tylko poszli do Napo po laptopa. Mogę wejść?
-Tak, proszę.
Usiedliśmy na łóżku.
-Dlaczego uciekłaś z ogrodu?
-Bo to co tam było nie powinno się wydarzyć.
-Było, aż tak źle?
-Nie ... yyy ... właśnie było ... było fajnie.
-Zamknij oczy.- powiedział León.
-Dlaczego?
-No zamknij - nalegał - i wyobraź sobie najromantyczniejsze miejsce na świecie, gdzie gra idealna muzyka. Czego ci jeszcze brakuje?
-Nie wiem, czego?
I  poczułam ciepło jego ust na moich wargach, gdy nagle usłyszałam,że ktoś wszedł do pokoju-był to mój były chłopak Tomas.
-Violetta?- spytał.
-Tomas, co ty tu robisz?
-Violu kto to jest?-spytał León.
-León to mój były chłopak Tomas.
-Nie uważam tego związku za zakończony, a ty mnie zdradzasz.
-Nie jesteśmy ze sobą od kilku miesięcy. Wyjdź!
- Skoro tak  to nie wyjdę do póki znowu nie będziemy razem!
-Powiedziała żebyś wyszedł.- powiedział León.
-Nie mieszaj się!- krzyknął Tomas.
Wtedy León wstał.
-Violetto jesteśmy dla siebie stworzeni i ty o tym wiesz i myślisz, że jak będziesz z nim, to o mnie zapomnisz.
-Wyjdź!- krzyknęłam.
Nagle León podszedł i popchnął go, a ten się przewrócił.

Rozdział 8 " Mówiłem,że to ona !" / " Teraz albo nigdy ! "

  O co chodzi ?! Mój ojciec posunąłby się do takiego stopnia żeby ją okaleczyć ?! - myślałem o tym , o czym rozmawiały mama i Violetta . Postanowiłem , że z nią porozmawiam . Szukałem jej po całym domu aż zobaczyłem , że spaceruje po ogrodzie . Chmurzyło się . Podszedłem do niej od tyłu .
- Teraz albo nigdy ! - moje myśli krzyczały ( wtedy nie miałem na myśli tego co się wydarzyło ) . Byłem tuż za nią . Nagle luną deszcz , a ona gwałtownie się odwróciła i ... stało się . Pocałowałem ją . Po kilku chwilach , Violetta uciekła . Mimo wszystko było wspaniale . Miałem już pewność , że to nie zauroczenie , że jestem w niej zakochany . Każdy jej uśmiech zawsze dawał mi taką radość i pogodę ducha ... Poszedłem do pokoju , chciałem się położyć i przypomnieć tą chwilę . Nie pozwoli mi . Ledwo siadłem na łóżku , przyszli Maxi i Napo ( Napoleon ) .
- Siema stary ! - powiedział Maxi - chłopak nie wysoki , z ciemnymi włosami i lekko odstającymi uszami , a Napo jest niewiarygodnie niskim blondynem .
- Cukierka ? - spytał Maxi podając mi paczkę .
- Nie dzięki . - powiedziałem
- Maxi , on ma tu tyle słodkości, że cukierek to za dużo.- powiedział Napo.
-Racja, co za dużo to nie zdrowo.- powiedział Maxi chowając paczkę.
-O co wam chodzi?- spytałem śmiejąc się w myślach.
-Idziemy spokojnie korytarzem, patrzymy przez okno, a tam nasz Leóś z jakimś aniołkiem bije w ślinę, najpierw myślimy to Ludmi, ale nie bo Ludmi nie ma brązowych włosów.
-Kto to był?-spytał Maxi- Nie musisz mówić, ale żeby coś nie wyciekło.
-Nie rozumiem.- powiedziałem zdziwiony.
-Jesteś jeszcze z Ludmiła?- spytał Napo.
-Dla mnie to skończone.- powiedziałem wstając.
-Nie dla Ludmiły.- a zaraz po tym do pokoju wkroczył mój aniołek.
-León twoja mama się pyta czy twoi znajomi zostają na kolacje?- powiedziała jeszcze z mokrymi włosami.
-To ona !!- krzyknął Napo, a Maxi zatkał mu usta.
-Ja bardzo chętnie zostanę. - powiedział Maxi. - Napo też.
Kiedy wyszła Maxi naskoczył na Napo: - Co ci obiło?!- a potem zwrócił się do mnie: - Pracuje tutaj?
-Tak.- odpowiedziałem.
-Zakochałem się.- powiedział Maxi.
-Nie masz u niej szans.
-Dlaczego?- spytał oburzony.
-Bo będzie ze mną. - powiedziałem pewny siebie
-Czemu z tobą?
-Bo się z nią całowałem!
-Ej no!
-Mówiłem, że to ona!- wybuchnął Napo.

Rozdział 7 Krzywda

  Co prawda to prawda nie powinien się mieszać w moje życie rodzinne, ale nie umiem się na niego gniewać.

-Zrobiłeś listę zakupów?- spytałam
-Nie, a miałem?
-Tak skoro mi nie zostawiłeś listy musisz iść ze mną.
Wyszliśmy z domu.
-To czego potrzebujesz?
-Nie wiem. Tak dziwnie się czuje kiedy pytasz o takie rzeczy.
-Niby czemu? To zrobimy to po mojemu.- powiedziałam i łapiąc go za rękę wciągnęłam do sklepu. Skoro nie wiesz co kupić to kupie wszystko poprzedniej listy, na pewno zwykły chleb, tostowy, masło, miód i co ... coś do picia.Najlepiej yyy... 6 butelek wody niegazowanej i 4 kartony soku ... jabłkowy czy pomarańczowy?
-Pomarańczowy.- powiedział śmiejąc się.
-Też bym ten wybrała.- powiedziałam odwzajemniając uśmiech.- Resztę to twoje "żądania".
-Jeszcze nic nie wziąłem z szafki.
-Nic nie potrzebujesz?
-W zasadzie to nie!
-O to jeszcze zdążę położyć się spać jest 7.00 to pół godziny.
-Może pójdziemy się przejść?- spytał nieśmiało wskazując na długą alejkę cała zieloną od drzew już po wyjściu ze sklepu.
-Z tymi zakupami ? - spytałam niosąc w rękach siatki.
-Daj to pomogę.- powiedział i wziął ode mnie jedną z reklamówek ta cięższą.- Lepiej chodźmy do domu.
Kiedy przyszliśmy do domu w salonie czekała pani Verdas.
-Violu, musimy porozmawiać.- powiedziała surowo.
-Dobrze tylko zaniosę zakupy.- powiedziałam.
-Myślę, że León spokojnie przeniesie je do swojego pokoju, a my porozmawiamy.
Gdy León już poszedł spytała:
-W co ty grasz?
-Nie rozumiem.- powiedziałam i zaraz do pokoju wszedł pan Verdas.
-León cię nie potrzebuje, nie potrzebuje, nie dość służącej to jeszcze sieroty.
Wtedy przejechał mi igła ukrytą w pierścieniu nad brwią. Krew poleciała strumieniami.
-To będzie ci o tym przypominać.- mówiąc to wyszedł.
-Od dziś jesteś opiekunka Megan i nie masz prawa nikomu pisnąć słowa o naszej rozmowie dzisiaj.
Pobiegłam do pokoju. Camila siedziała w pokoju miała przerwę i słuchała muzyki. Gdy mnie zobaczyła przeraziła się. Zamknęłam się w łazience. Nawet nie wiedziałam , że gdy wyjdę to w pokoju zamiast Camili będzie pani Verdas.
-Co pani tu robi?- spytałam ocierając łzy.
-Tak mi przykro to miała być tylko rozmowa.- milczałam bojąc się odezwać.
-Wiem , że mój mąż zrobił ci krzywdę, ale on się boi.
-Czego?- spytałam zdruzgotana.
-Oboje widzimy, że między Tobą, a Leónem jest...
Nagle przerwałam mówiąc: Między mną, a Leónem nic nie ma , proszę wyjść.
-Nie przeszkadzało by mi to, wole ciebie od Ludmiły.
Mój mąż wyjeżdża dzisiaj na kolejne 1,5 roku.
-Pani musi już iść.- powiedziałam wskazując na drzwi.
-Dobrze tylko nie mów Leónowi znienawidzi nas.
-Już macie przerąbane!- odezwał się ktoś zza drzwi i był to León - Jak mogłaś?!
-León synku zaczekaj!- mówiąc to wybiegła za nim po czym zamknęłam drzwi na klucz. Po 10 minutach przyszły dziewczyny.
-Jaka tu była komedia.- powiedziałam, śmiejąc się i zakładając plaster.
-Już ci lepiej ?- spytała zdziwiona Camila.
-Gdybyś tu była też byś się potem śmiała. Najpierw przyszła Verdas i zacząła mnie przepraszać i prosić żeby nie mówić nic Leónowi, a León był za drzwiami i wszystko słyszał.
-To musiało być ciekawie!- powiedziała Fran, a Cami przytakiwała.-A co chcesz zrobić z raną?
-Wybaczyć ale nie zapomnieć.
-Wybaczyć?!- spytały obie.
-Skoro przyszła tu i przepraszała to na prawdę jej wstyd i tak już ma tyle na głowie. Męża nigdy nie ma , a syn ją znienawidził nie chce jej dokładać.
-Jesteś za dobra.-powiedziała Cami.
-Dzisiaj mam już wolne, bo Megan jest u koleżanki.

Rozdział 6 Zauroczenie

  Czekałem pod ich pokojem. Miałem wyrzuty, że jej to pokazałem. Po upływie 15 minut z pokoju Violi wyszła dziewczyna widać było po karnacji i włosach że to Włoszka .
- Jest tam Viola ? - spytałem dziewczynę , która patrzyła na mnie takim samym wzrokiem jak Violetta gdy spojrzała w komputer , rozczarowana i pełna smutku .
- Nie masz u niej czego szukać . - powiedziała patrząc mi prosto w oczy , a zaraz po tym przyszła dziewczyna o długich rudawych  włosach .
- Fran chciała powiedzieć , że Viola jest zmęczona i chce iść spać bo jutro trzeba wstać , nie zrozumiesz pa pa !! - mówiąc to wepchnęła Fran do pokoju i zamknęła drzwi .
- Dlaczego wszyscy uważają że ja nie rozumiem ?!!
myślałem i postanowiłem, że jutro o 6.00 rano Viola zastanie mnie nie śpiącego. Poszedłem do pokoju i położyłem się spać z budzikiem. Gdy obudziłem się o 5.30 wstałem z wielkim entuzjazmem. Ubrałem się , wziąłem prysznic i akurat byłem gotowy na 5.55.
Violetta punktualnie weszła do mojego pokoju.
-Dlaczego nie śpisz?- zapytała chłodno , nawet na mnie nie patrząc.
-Przepraszam.- powiedziałem.
-Za co ?- odwróciła się od żaluzji spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
-Nie powinienem ci pokazywać tego artykułu.- powiedziałem ze skruchą .
-Zapomnijmy o tym.- powiedziała.-Tata przyjedzie będę z nim rozmawiać. To ja ci dziękuje bo bym nigdy się nie dowiedziała,  gdy by nie ty żyła bym w kłamstwie.
Uśmiechnąłem się a na tle wschodzącego słońca Violetta wyglądała jak anioł. I znowu to takie uczucie , kiedy patrzyłem na nią . Szczerze dużo nad tym myślałem , a Viola cały czas mnie czymś zaskakuje . Nie wiem jeszcze czy to tylko zauroczenie , ale ciągle o niej myślę , i uwielbiam kiedy do mnie mówi . Pięknie śpiewa . Przez przypadek podsłuchałem kiedyś w ogrodzie ... często podsłuchuje jak śpiewa , ale gdy ja pytam o to ona mówi że nie potrafi .