Gdy przyjechałyśmy zmieniłyśmy plan co do mojego zamieszkania . Pomyślałyśmy że zamieszkam z Fran bo nie wiadomo , czy rodzina pozwoli mi odebrać testament , bo przecież to rodzina taty .
Spałyśmy z Cami w pokoju gościnnym . Fran na czas naszego pobytu również spała z nami . Wylądowałyśmy ... nawet nie wiem która godzina była , ale od razu położyłyśmy się spać .
Na lotnisku długo nam zeszło z bagażem Camili - nie włożyła go na taśmę i trzeba było się wracać . Kiedy wysiadłyśmy z samolotu od razu do pociągu z południowych obrzeży Mediolanu na północne obrzeża . Kiedy wstałam od razu zadzwoniłam do Leóna . Nie wiedziałam czy go obudziłam czy nie bo nie wiedziałam jaka jest różnica czasu .
Jutro miałam iść w sprawie testamentu bo jeden dzień chciałyśmy sobie urządzić taki że tylko my i zakupy . Było wspaniale przez cały dzień .
Wieczorem ... o 23:30 postanowiłam wysłać Leónowi SMS-a choć nie wiedziałam czy śpi czy nie .
Napisałam mu że idę jutro po testament i jeśli wrócę to wcześniej bo mieszkam u Francesci .
Odpisał że się cieszy i że mnie kocha , ale na lotnisko nie przyjedzie bo tata jest w domu i go nie spuszcza z oka . Pogadaliśmy jeszcze chwilę przez telefon po czym poszłam spać .
Poszłam do tego urzędnika w sprawie testamentu .
Cami i Fran czekały na korytarzu . Dowiedziałam się że to tata przeniósł testament do Włoszech . Na początku byłam zła ale szybko mi to minęło kiedy okazało się że cały majątek jest w Buenos Aires i że tylko ja i nikt inny jestem w testamencie a ponieważ 16 lat mam skończone wsiadam w pierwszy samolot i lecę do domu !!!! I nie będę musiała pracować i będę mogła chodzić do S21 !!!!
Wiemy że krótki ale postaramy się to nadrobić kolejnym rozdziałem ;***