wtorek, 17 września 2013

Violetta cz.2 Rozdział 2 Lara się zjawia

 * León *

 -Napo, Napo, Napo... oj Napo, Napo...- mówił Maxi gdy tylko Ludmiła wyszła.- W Ludmile, serio?
-Odczep się Maxi, wszyscy wiedzą, że bujasz się w Camili.
-Napo, spotkał cię duży zawód miłosny.-powiedziałem, a Napo rzucił mi złośliwe spojrzenie.-To znaczy inaczej, masz nie mały problem...
-León przestań pomagać!
-No przecież nie robię tego specjalnie.-A wtedy Maxi wyrwał się z zamyślenia.
-Tak podoba mi się Camila.
-No ja już nie mam tych problemów.-powiedziałem.
Nagle rozległo się pukanie, po czym otworzyły się drzwi. Do pokoju weszła dość wysoka brunetka w dżinsowych ogrodniczkach.
-León!-powiedziała i rzuciła mi się na szyję.
-Lara!-powiedziałem po czym wskazałem na Maxiego i Napo. -Moi kumple: Maximiliano i Napoleon.
-O cześć Max!-powiedziała, a potem zwróciła się do Napo.- A to twój młodszy brat?
-Nie!-oburzył się Napo.-Nie jesteśmy rodziną! Ja też mam 16 lat!
-Chłopaki to jest Lara.-powiedziałem.-Córka pani która nas tak miło tutaj przyjęła.
Wtedy weszła Violetta i dziewczyny.
-Rozpakowaliście się?-zapytała Camila.
-Nie, jakoś tak brakło czasu.
-A mówią, że to dziewczyną zajmuje to dużo czasu.-powiedziała Fran.
-Mówcie za siebie.-powiedziałem.-Ja jestem rozpakowany.
Po czym podszedłem do Violi i przytuliłem ją od tyłu oraz powiedziałem:- A ciebie słonko jeszcze nikt nie napadł?
-Nie żartuj sobie tak!-powiedziała, a ja pocałowałem ją w policzek.

  *Lara*

  On ma dziewczynę?! Yyh. Mogłam się tego spodziewać! W Leónie kocham się od 2 lat. to był idealny moment. León mówił coś o napadzie? Pogrzebie i znajdę jakiś sposób, aby ich rozdzielić. Zadzwoniłam do mojego "wspólnika" Diega (nawet nie znam jego nazwiska), a on dotarł do Tomasa Heredi. Spotkałam się z nimi na mieście, aby powiedzieli jak wszystko będzie wyglądać.
-Według Violi jestem jej byłym chłopakiem, ale ja nie uważam tego związku za zakończony.-powiedział Tomas krzyżując ręce na piersi.
-Dobrze, ale co zamierzacie z nią zrobić? - dopytywałam się bo też nie miałam całego popołudnia
-Zamierzamy uprowadzić Violettę.-powiedział Diego uśmiechając się pod nosem .
-Dobry plan, ale ja najpierw ich skłócę. - zaczęłam myśleć
-I mamy plan!
-Myślałem, że będzie gorzej! Tommy to jak wchodzisz w to?
-Tak uda się.
-No oczywiście.


                                                   
                                                               
                                                             * León *

     Bawiliśmy się świetnie, poszliśmy na basen do ogrodu. Nie był głęboki, więc Viola się kąpała. Lara gdzieś poszła. Wieczór z Violettą spędziłem na pikniku nad pobliskim jeziorem. Po powrocie rozeszliśmy się do swoich pokoi. Jeszcze wieczorem spotkałem się z Larą w sprawie Motorcrossu. Ale to nie był idealny wieczór... chcę o nim zapomnieć , oby tylko Viola się nie dowiedziała , bo kolorowo by nie było ....

Violetta cz.2 Rozdział 1 " Boję się ... " / Ludmi ....


* Violetta *


  Nie wiem ile lecieliśmy. Wiem, że pół drogi spałam wtulona w Leóna. Gdy się obudziłam, zauważyłam że Fran trzyma głowę na Cami, a ta opiera się o okno, Maxi tak spał na Napo który gnieciony pod ciężarem przyjaciela spał w najlepsze
. Gdy spojrzałam na Leóna on nie spał tylko patrzył na mnie. Przytuliłam się i spytałam: A ty nie chcesz spać?
-Spałem, na razie nie chcę.
-Pójdę po wodę.-powiedziałam i wstałam.
Już miałam wracać kiedy usłyszałam za sobą głos.
-Violetta?-był to głos Tomasa. Przyspieszyłam kroku.Usiadłam na swoim miejscu. Ręce mi się trzęsły.
-Violuś wszystko dobrze?-spytał łapiąc mnie za rękę.
-Tak. Nie, nie jest-powiedziałam-Tomas tu jest i widział mnie!
-Zamieńmy się miejscami.-powiedział i pocałował mnie w czoło.
Gdy to uczyniliśmy przyszedł Tomas i powiedział: Violetto!
-A ty gdzie?!-powiedział chłodno León.
-León-powiedział Tomas przez zęby.-Myślałem, że lecisz z tatą.
-To źle myślałeś!-powiedział León.- Idź stąd!
-Chce rozmawiać z Violettą!
-A ona z tobą nie.
-Violetto odezwij się!
-Tomas, idź stąd!-powiedziałam załamanym głosem
-Nie!!
Nagle zobaczyłam, że Maxi podchodzi do Tomasa od tyłu.
-Masz jakiś problem?-spytał Maxi.-Rozwiążemy go. (Tomas nie kapnął się, że Maxi to przyjaciel Leóna)
-Dzięki ziom!-powiedział Tomas.-Bo ten tu nie chce mi dać pogadać z moją dziewczyną!
-Chyba się nie zrozumieliśmy-powiedział Maxi, nie wiedziałam, że potrafi być taki groźny (ale z tego co widzę to Cami się podoba)
-Ja i León rozwiążemy twój problem. A Viola to nie twoja dziewczyna.
-Ja też go chętnie rozwiąże!-powiedział odważnie Napo.
-Ty krasnalu?-spytał Tomas, ale Napo się nie poczuł urażony.
-Masz coś do Napo?-spytał Maxi.-Bo wiesz z tego co pamiętam, to na ognisku to on cię pozbawił przytomności.
Tomas zrobił minę zbitego psa i odszedł. Patrzyłam przez okno. León rozmawiał z Maxim. Nagle Tomas wrócił i powiedział:- Jeśli ja nie mogę cię mieć to nikt nie może!
Zaczęłam się bać. Przytuliłam twarz do okna, a za chwilę poczułam ramiona Leóna.
-Wszystko będzie dobrze.-powiedział szeptem.
-Przestałam w to wierzyć.-odpowiedziałam nadal patrząc w okno. León przytulił mnie i pocałował w czubek głowy, a wtedy ja się odwróciłam.
-Boję się León.-powiedziałam i schowałam twarz w dłoniach.-Słyszałeś co przed chwilą powiedział?
-Spokojnie nie dam ci zrobić krzywdy.
-Kocham cię León.-mówiąc to wtuliłam się w niego.
-Kocham cię Violetto.-powiedział i pocałował mnie w czoło.
W całym samolocie rozległy się oklaski.
-Nie macie swojego życia?!-wybuchnął León.
-Ciiii!-powiedziałam i pocałowałam go. Podczas pocałunku dostrzegłam Tomasa który siedział 2 siedzenia za nami tylko w przeciwnym rzędzie. Wyglądał jakby miał wybuchnąć.
Lecieliśmy już tylko 15 minut. Potem bez problemów wylądowaliśmy w Madrycie.
-No to gdzie teraz?-spytała Cami gdy wyszliśmy z lotniska.-Bo w ciemno chyba nie pojechaliśmy.
-Nie, w ciemno nie.-powiedział León, obejmując mnie.-Zatrzymamy się u przyjaciółki mojej mamy Florenci.
Szliśmy żartując i robiąc sobie zdjęcia. Po godzinie doszliśmy do domu równie ogromnego jak ten Leóna.
Zadzwoniliśmy dzwonkiem i otworzyła nam... Ludmiła!
-Co ty tu robisz?-spytał Maxi.
-To dom mojej ciotki przyjechałam do niej na końcówkę wakacji.
-Tak? My też.-powiedział León.
- Florencja powiedziała, że mam spodziewać się 3 dziewczyn i 3 chłopców, ale chłopców jest tylko 2.
-O jeszcze ja.-powiedział Napo wychodząc zza Maxi'ego.
Jego wzrok spotkał się z wzrokiem Ludmiły. Długo się na siebie patrzyli on do góry ona na dół.
León zaczął go wołać: Napo! Napo! Napoleon!
-Mówiłaś coś Ludmiło?-spytał zapatrzony nadal w nią.
-Nie to ja León, hallo!-krzyknął mu do ucha i dopiero wtedy się ocknął.
-Yyy chodźcie pokaże wam wasze pokoje.
Chłopakom pokazała pierwszym.
-To się wam pewnie nie spodoba, ale pokój będziemy miały wszystkie razem.
-Mi nie przeszkadza.-powiedziałam i siadłam na łóżku z karteczką z napisem "Violetta".
-Jestem otwarta na nowe znajomości.-powiedziała Fran.-Viola mówiła, że się zmieniłaś, a więc okey.
Spojrzałyśmy na Camilę.
-Pomimo, że katowałaś moją przyjaciółkę... skoro ona ci wybacza to ja też.
-Nawet nie wiecie jak się cieszę.-powiedziała Ludmiła.
-Ale wiesz tak wybaczają tylko przyjaciółki.-powiedziałam i wszystkie się przytuliłyśmy.
-Co to znaczy?-spytała Ludmiła.
-Witaj w naszej paczce  ! Ja jestem Fran , a to Viola i Cami , ty jesteś Ludmi .

Rozdział 27 . Ucieczka . KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

* Violetta *
Szybko pożegnałam się z Leosiem a tata wepchnął mnie do domu .
- Co to miało znaczyć ?!! - wrzasnął
- Oj tato , no nic nie udawaj że nie wiesz ...
- Ale o czym ?
Wtedy zdałam sobie sprawę że on nie wie o tym że byłem z Leónem jeszcze w domu państwa Verdas .
- No o tym że ja i León byliśmy ze sobą jeszcze u Verdasów - powiedziałam i nastawiłam się na krzyki , a on tylko usiadł i powiedział : Czyli jestem zacofany .... myślałem że wy jesteście ze sobą od tego wypadku z tabletkami .. ale to wy .. te wszystkie plotki co chodziły po domu to nie była plotka , ty na prawdę całowałaś się z nim w tym ogrodzie !! - i tu coś pękło i znowu wybuchł : Violetta to jest syn twojego szefa !!!
- Byłego szefa ! - odkrzyknęłam i powiedziałam coś czego nie powinnam - Myślisz że nie wiedziałam jak będzie gdy się dowiesz ?? Tyle trudu to kosztowało wszystkich ... mnie Leóna , Francesci , Camili !!!
- Co was kosztowało trudu ??
- To żebyś się nie dowiedział . Dowiedzieć się miałeś gdy już odbiorę spadek - powiedziałam już spokojnie , a on wyglądał jakbym mu powiedziała co najmniej że jestem w ciąży - Myślisz że jestem głupia ?? Że nie wiem że przeniosłeś możliwość odebrania spadku do Włoszech ??
Zatkało go . Nie wiedział że wiem aż tyle .
- Ja też sobie zadałem trud - powiedział - Żebyś wyrosła , żebyś była zdrowa . Wiesz ile nerwów mnie to kosztowało . To żebyś nigdy nie spotkała Leóna ??? A teraz na górę , i przemyśl wszystko !!
Już nie miałam siły pytać o co mu chodziło , ale już nie ważne ..
Poszłam do pokoju i położyłam się na łóżku . Po jakiś piętnastu minutach usłyszałam przekręcany klucz w drzwiach . Zaczęłam szarpać za klamkę . Zamknął mnie !!!
Próbowałam wszystkimi , spinkami , wsuwkami , i nic !! Zadzwonił León .
- León , on zamknął mnie w moim pokoju !!!
- Spokojnie bo już mam plan . Spakuj rzeczy na siedem dni i bądź gotowa na północ . I nic więcej same ubrania i jak najmniej butów , wszystko ci potem powiem , muszę kończyć . Północ pamiętaj !!
Rozłączył się . To był dziwne ale już nie ważne ... zrobię jak mówi .
Za piętnaście dwunasta zadzwonił znowu .
- Hallo ?
- Gotowa ?
- Tak , już dawno .
- Wyjdź na balkon .
Otworzyłam drzwi na balkon , a tam stał León .
- Idziemy ? - spytał a ja spojrzałam na niego pytając : A gdzie ?
- Do Madrytu - powiedział i kazał mi wyjrzeć przez barierkę a tam zobaczyłam Camilę , Francesce i Maxi'ego oraz Napo .
- Viola no chodź !! - krzyknęła Francesca .
- A będziemy mieć duże kłopoty ? - spytałam patrząc na Leóna a on wskazał na samochód swojej mamy który stał pod bramą i powiedział : O połowę mniejsze niż zwykle ..
Zeszliśmy po drzewie rosnącym przy moim balkonie . Pojechaliśmy na lotnisko .
Samolot mieliśmy za 20 minut . Siedzieliśmy przy barze , nagle rozległo się nawoływanie : Violetta , Violetta !!!! - był to głos mojego taty .
 - O nie , nie , nie ! - powiedziałam i razem z Cami i Fran zaczęłyśmy uciekać . Krążyłyśmy po lotnisku kiedy rozległ się głos z megafonu : Lot Buenos Aires - Madryt : prosimy wszystkich pasażerów o ustawienie się przy wyjściu numer 6 .
Biegłyśmy w tam tą stronę . Wszyscy się rozproszyli ... znaleźliśmy siebie dopiero po przejściu przez wyjście .. nie było tylko Leóna .
- Wylot za 5 minut .
- No gdzie on jest ?!! - panikowałam i nagle dostrzegłam go w tłumie - León no chodź !!
Zaraz za  nim dostrzegłam tatę .
- Viola biegnij !! - krzyczał i wziął mnie za rękę i weszliśmy do samolotu . Tata nie wszedł tylko ochrona go zabrała ponieważ chciał wejść do samolotu bez biletu .
Wylecieliśmy . Byłam taka szczęśliwa . Nawet nie wiedziałam o celu podróży , ale był ze mną León i moi przyjaciele , to dawało mi odwagę .




       ~~ KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ ~~