Szybko pożegnałam się z Leosiem a tata wepchnął mnie do domu .
- Co to miało znaczyć ?!! - wrzasnął
- Oj tato , no nic nie udawaj że nie wiesz ...
- Ale o czym ?
Wtedy zdałam sobie sprawę że on nie wie o tym że byłem z Leónem jeszcze w domu państwa Verdas .- No o tym że ja i León byliśmy ze sobą jeszcze u Verdasów - powiedziałam i nastawiłam się na krzyki , a on tylko usiadł i powiedział : Czyli jestem zacofany .... myślałem że wy jesteście ze sobą od tego wypadku z tabletkami .. ale to wy .. te wszystkie plotki co chodziły po domu to nie była plotka , ty na prawdę całowałaś się z nim w tym ogrodzie !! - i tu coś pękło i znowu wybuchł : Violetta to jest syn twojego szefa !!!
- Byłego szefa ! - odkrzyknęłam i powiedziałam coś czego nie powinnam - Myślisz że nie wiedziałam jak będzie gdy się dowiesz ?? Tyle trudu to kosztowało wszystkich ... mnie Leóna , Francesci , Camili !!!
- Co was kosztowało trudu ??
- To żebyś się nie dowiedział . Dowiedzieć się miałeś gdy już odbiorę spadek - powiedziałam już spokojnie , a on wyglądał jakbym mu powiedziała co najmniej że jestem w ciąży - Myślisz że jestem głupia ?? Że nie wiem że przeniosłeś możliwość odebrania spadku do Włoszech ??
Zatkało go . Nie wiedział że wiem aż tyle .
- Ja też sobie zadałem trud - powiedział - Żebyś wyrosła , żebyś była zdrowa . Wiesz ile nerwów mnie to kosztowało . To żebyś nigdy nie spotkała Leóna ??? A teraz na górę , i przemyśl wszystko !!
Już nie miałam siły pytać o co mu chodziło , ale już nie ważne ..
Poszłam do pokoju i położyłam się na łóżku . Po jakiś piętnastu minutach usłyszałam przekręcany klucz w drzwiach . Zaczęłam szarpać za klamkę . Zamknął mnie !!!
Próbowałam wszystkimi , spinkami , wsuwkami , i nic !! Zadzwonił León .
- León , on zamknął mnie w moim pokoju !!!
- Spokojnie bo już mam plan . Spakuj rzeczy na siedem dni i bądź gotowa na północ . I nic więcej same ubrania i jak najmniej butów , wszystko ci potem powiem , muszę kończyć . Północ pamiętaj !!
Rozłączył się . To był dziwne ale już nie ważne ... zrobię jak mówi .
Za piętnaście dwunasta zadzwonił znowu .
- Hallo ?
- Gotowa ?
- Tak , już dawno .- Wyjdź na balkon .
Otworzyłam drzwi na balkon , a tam stał León .
- Idziemy ? - spytał a ja spojrzałam na niego pytając : A gdzie ?
- Do Madrytu - powiedział i kazał mi wyjrzeć przez barierkę a tam zobaczyłam Camilę , Francesce i Maxi'ego oraz Napo .
- Viola no chodź !! - krzyknęła Francesca .
- A będziemy mieć duże kłopoty ? - spytałam patrząc na Leóna a on wskazał na samochód swojej mamy który stał pod bramą i powiedział : O połowę mniejsze niż zwykle ..
Zeszliśmy po drzewie rosnącym przy moim balkonie . Pojechaliśmy na lotnisko .
Samolot mieliśmy za 20 minut . Siedzieliśmy przy barze , nagle rozległo się nawoływanie : Violetta , Violetta !!!! - był to głos mojego taty .
- O nie , nie , nie ! - powiedziałam i razem z Cami i Fran zaczęłyśmy uciekać . Krążyłyśmy po lotnisku kiedy rozległ się głos z megafonu : Lot Buenos Aires - Madryt : prosimy wszystkich pasażerów o ustawienie się przy wyjściu numer 6 .
Biegłyśmy w tam tą stronę . Wszyscy się rozproszyli ... znaleźliśmy siebie dopiero po przejściu przez wyjście .. nie było tylko Leóna .
- Wylot za 5 minut .
- No gdzie on jest ?!! - panikowałam i nagle dostrzegłam go w tłumie - León no chodź !!
Zaraz za nim dostrzegłam tatę .
- Viola biegnij !! - krzyczał i wziął mnie za rękę i weszliśmy do samolotu . Tata nie wszedł tylko ochrona go zabrała ponieważ chciał wejść do samolotu bez biletu .
Wylecieliśmy . Byłam taka szczęśliwa . Nawet nie wiedziałam o celu podróży , ale był ze mną León i moi przyjaciele , to dawało mi odwagę .
~~ KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ ~~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz