sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 12 Będę musiała wyjechać ..

   -Dlaczego najgorszy?- spytałem przytulając Violę.
-Bo, ... bo tata mnie okłamał i jeszcze się nie przyznał do błędu.
-Zrozum go.- powiedziałem siedząc z Violą na dywanie w pokoju nr 3.- Bał się, że skończysz jak twoja mama.
-Strach to co innego, a kłamstwo to co innego.- powiedziała Violetta.- Będę musiała wyjechać.
-Ale jak to?- spytałem trochę przestraszony.
-Do Mediolanu. Nie na stałe, ale muszę jechać.- powiedziała wstając.- Znalazłam kopie testamentu.
-Mogę zobaczyć?- spytałem, a ona podała mi kartkę. Było tam napisane, że gdy Violetta skończy 16 lat będzie mogła odebrać dom przepisany na Marie i pieniądze które jej pozostawiła w łącznej kwocie 5 mln peso.
-I ty- zacząłem- boisz się, że nie opłacisz Studia?
-Bo tata mi nigdy nie pozwoli odebrać tych pieniędzy.- powiedziała chowając kartkę w szufladzie toaletki.
-Skoro, już się dowiedziałaś co ma do stracenia?- spytał już całkiem spokojny.
-To, że pójdę w kierunku muzycznym!- powiedziała nerwowo.
-Pogubiłem się. Czyli chcesz czy nie?
-Ale co?!
-Śpiewać!
-No chce, a wiesz co jest najgorsze?- powiedziała kładąc mi głowę na ramieniu.
-No co?
-Powiedział, że zdaje sobie sprawę z mojego talentu, ale nie pozwoli mi go rozwijać.
-Jaki masz plan?
-Za 2 tygodnie Fran jedzie do Mediolanu. Zabiorę się z nią, a tacie powiem, że jedziemy pod namiot.- powiedziała uradowana.
-Pod namiot się jedzie na 2 noce, a nie na 2 tygodnie.
-Oczywiście, kiedy ja wyląduje on o wszystkim się dowie.
-A kiedy masz urodziny?- spytałem łapiąc ją za rękę.
-Za tydzień.
-Ok.- po mojej minie można było rozpoznać, że coś planuje.
-Tylko nic nie urządzajcie, bo nie lubię niespodzianek.
-Sama mi podsunęłaś ten pomysł!
Poszliśmy z Violettą na dół na taras, usiedliśmy przy stole, a wtedy popatrzyła się na mnie podejrzanym wzrokiem.
-Co kombinujesz?- spytałem trzymając ją za rękę.
-Idziemy dzisiaj na ognisko!- powiedziała z szerokim uśmiechem.
-Na co?- spytałem, widząc ten błysk w jej oku.
-Na ognisko. Początek o 21.00.-powiedziała uśmiechając się.- Maxi i Napo już się zgodzili.
-Napo? Serio?- spytałem śmiejąc się.
-Tak, a dlaczego nie?- spytała z zatroskaną miną.
-Podobno ma kompleksy, na temat swojego wzrostu.
-Tak czy tak zgodził się od razu, a co z tobą?
-Pewnie, że pójdę z tobą na ognisko.
-Ale się cieszę! O 21.30 pod naszym pokojem, Fran i Cami też idą. Będziecie mieli okazje zobaczyć jak wygląda prawdziwa impreza!
-Sugerujesz, że nie byłem na imprezie?- spytałem.
-Nie na prawdziwej!- mówiąc to wstała i pocałowała mnie w policzek.- To do wieczora!- i odeszła.
Gdy szedłem przez jadalnię, zaczepił mnie tata Violetty.
-León.- złapał mnie za ramię.
-German.- powiedziałem lekko zaskoczony.
-Kim jesteś dla Violetty?- spytał surowym tonem.
-Dla Violetty?- spytałem .- Przyjacielem.
-Tylko?- dopytywał się.
-A jeśli nie to co?- spytałem lekko poddenerwowany.
-Nic po prostu, pytam się bo dzisiaj w złości wykrzyczała, że jesteś jej bliższy niż ja dlatego chce wiedzieć.
-Przepraszam, ale się śpieszę.- mówiąc to wbiegłam po schodach.