czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 19 Godzina Szczytu

Wszystkie bagaże leżały w pokoju mamy , aby nikt kto nie jest wtajemniczony się nie dowiedział .
Dzisiaj " nocowała " u nas mama Francesci .
Miałam 2 walizki . To nasza noc , powinno się wszystko udać .
Pani Verdas wie o wszystkim i zostawiła nam klucze pod wycieraczką . Wiedziała o wszystkim od razu w przeciwieństwie do taty .
Nagle do pokoju weszła zdyszana Cami .
- Byłam w kuchni , Vilu , León pokłócił się o ciebie z ojcem ! - krzyknęła i padła na łóżko
- Co ? Jak ta informacja dotrze do taty to ... - nie zdążyłam dokończyć , bo rozbrzmiał głos ... no właśnie taty .
- Violetta !!! Oczekuje wyjaśnień !!!
- To my idziemy zobaczyć zraszacze , w oo ... ogrodzie - powiedziała Fran i pozbierała Cami z łóżka po czym wyszły i zamknęły za sobą drzwi .
- Tato ja ...  -  zaczęłam ale znowu mi przerwał
- Dlaczego León posprzeczał się o ciebie ze swoim ojcem ?!!
- Nie kazałam mu to mój przyjaciel - starałam się nie krzyczeć ale nie udawało mi się to ...
- Violetto wyjeżdżamy ...
- Jak to , ale gdzie ... ??
- Do Rosji
- A więc jednak to prawda że chcesz wyjechać ... ale nie nie zostawię wszystkiego bo ty chcesz wyjechać , tu mam życie , tu mam przyjaciółki , tu mam ... - chciałam powiedzieć chłopaka , ale to by tylko skomplikowało wszystko ..
- Dokończ , kogo takiego ważnego tu jeszcze masz ? - chciał żebym powiedziała to od czego się powstrzymałam ...
- Rzeczy mamy ... !
- Możemy je sprzedać !! Na pewno wiele osób chce mieć po niej pamiątkę !!
- Ale ja nie mogę mieć po własnej matce  ?! Nigdy z tond nie wyjadę , całe życie byłam sama ; Fran i Cami są dla mnie najważniejsze !
- A więc ten kto cię wychował cię nie interesuje ?!!!
- Tato przy tobie nie umiem pływać , jeździć na rowerze nauczył mnie León !
- Znowu León ...
- Dał mi więcej , niż ty .
Zatkało go , wyszedł .
Byłam tym zmęczona , myślałam już tylko o tym żeby wyjechać .
Chwile po tym wbiegły dziewczyny .
- Przyznałaś się że chodzisz z Leónem ?!! - wrzasnęła Francesca .
- Nie no co ty , i ciszej - powiedziałam i zgasiłyśmy światło w sypialni a siedziałyśmy przy latarkach w pokoju nr 3 - nie było tam okien , no chyba że gdzieś z ogromną szafą .
O 00.30 przyszła mama Fran . Okazało się że była wielką fanką mojej mamy !
Nagle rozległo się pukanie . Nie otwierałyśmy , dopiero po jakiś 20 minutach uchyliłam lekko drzwi . Efekt miał być taki jak byśmy spały . Nikt nie stał za drzwiami ale leżał przed nimi prezent . Białe pudełko przewiązane fioletową wstążeczką .
Odpakowałam prezent w którym była porcelanowa pozytywka a na jej przodzie był złoty napis : Violetta . Na dnie paczki była kartka : Od Megan i Leóna na 16 urodziny Violetty .
Pamiętali ! Pamiętali mimo że nie rozmawiałem z Leónem przez tydzień ! Zrobiło mi się tak ciepło na sercu i załaskotało mnie w żołądku .
Spakowałam ją do torby podręcznej . Sprawdziłyśmy czy wszystko mamy . Nadeszły ta godzina , godzina szczytu . Zaczęłyśmy się wymykać . Kiedy wyszłyśmy na ulicę przed domem była 1:30 .
- A kiedy przyjedzie taxi ? - spytała mama Fran - Miałyście się tym zająć .
- Taxi ? - spytałyśmy jednocześnie . Zapomniałyśmy o taksówce !!
Postanowiłyśmy przejść 15 kilometrów bo innej rady nie było . Nagle z garażu wyjechał czarny motor z doczepioną przyczepą .
- Wsiadajcie ! - powiedział mężczyzna prowadzący motor .
- Ale kim ty jesteś ?? - pytały dziewczyny ale ja wiedziałam kto to . Odezwałam się tylko : Wsiadajcie !
Zapakowałyśmy do przyczepy bagaże i usiadły w niej Francesca z mama i Cami .
- Pojemna ta przyczepa - powiedziała Camila .
Rozległ się głos mojego taty który wyszedł na ulicę : Violetta ! Viola wysiadaj !!!
- Ruszaj - powiedziałam do kierowcy drżącym głosem .
Kiedy ruszyliśmy jeszcze się odwróciłam zobaczyłam tatę który biegł za nami , ale my byliśmy coraz dalej i zrezygnował . Łzy napłynęły mi do oczu . Nie chciałam go zostawiać , ale on mi nie pozwoliłby na tą podróż , " legalnie " .
Na lotnisko dojechaliśmy w nie więcej jak 10 minut .
Kiedy reszta już poszła na lotnisko ja jeszcze chwilę zostałam przy motorze .
Ściągnęłam kask kierowcy i zobaczyłam Leóna .
- Wiedziałam - powiedziałam i przytulił mnie .    
- Nie mogłem pozwolić , aby cokolwiek poszło nie tak - mówiąc to pocałowaliśmy się namiętnie - Zadzwoń jak dolecisz - powiedział gdy już stałam z walizką , pokiwałam lekko głową a on odjechał - mój książę na motorze .                                                      

1 komentarz:

  1. Zapraszam do mnie http://violetta-opowiadanie1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń